5 Kosmetyków Za 5 Złotych

5 domowych kosmetyków za mniej niż 5 złotych

Czy dobry kosmetyk musi być drogi? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa. Chciałabym móc powiedzieć, że nie i z głowy. Nie da się ukryć, że firmy kosmetyczne z czapy często ustalają sobie kosmiczne ceny, mamiąc nas egzotycznymi ekstraktami i unikalnymi patentami, których działania nikt nigdy nie udokumentował.

Z drugiej strony, wiele faktycznie skutecznych składników kosmetycznych, jak na przykład witamina C, wymaga właściwej formulacji, odpowiedniego źródła i struktury chemicznej oraz specjalnego opakowania, a to wszystko kosztuje i całkiem tanie być nie może.

O zakupie rozsądnych cenowo, dobrych kosmetyków jeszcze porozmawiamy, ale dziś dzielę się 5 naprawdę dobrymi, domowymi kosmetykami – każdy za mniej niż 5 złotych. Moje propozycje są tanie, prawdopodobnie macie je już w kuchni, a ich działanie może Was pozytywnie zaskoczyć. 

1. Tonik z octu jabłkowego

Ocet jabłkowy przez pewien czas był królem internetowego DIY – dziewczyny robiły z nim wszystko, od maseczek po kąpiele i wcierki. Potem pojawiły się sklepy z profesjonalnymi składnikami kosmetycznymi – kwasami hydroksylowymi i innymi bajerami, i prosty ocet poszedł trochę do lamusa. Niesłusznie.

Tonik z octu jabłkowego to jeden z moich letnich ulubieńców, stosuję go głównie na dekolt, plecy, ramiona – wygładza i ujędrnia, ale przede wszystkim zapobiega wypryskom, które często pojawiały się u mnie w lecie z powodu stosowania kremów z filtrem. Na twarz również działa super, więcej na ten temat możecie poczytać w tym poście o occie jabłkowym Herbiness. Jeśli chodzi o proporcje, pamiętajcie że lepiej zacząć delikatnie, bo lepiej później dodać więcej, niż już na początku zaserwować sobie podrażnienie.

Jedynym minusem octu jest zapach – dobry ocet jabłkowy śmierdzi, nie ma na to lekarstwa, ale przy takim działaniu mogę to przeżyć.

2. Płatki owsiane

Kolejny składnik, który miał kiedyś swoje pięć minut i zaginął w tłumie bardziej medialnych, modnych kosmetyków. Płatki owsiane wielokrotnie pozwoliły mi doprowadzić moją podrażnioną, czerwoną skórę do stanu używalności. W dodatku szybko i tanio.

Najczęściej robię maseczkę z płatków owsianych – mielonych lub nie, jeśli już naprawdę lenistwo bierze górę. Nawet z dodatkiem zwykłej, ciepłej wody płatki działają łagodząco, zmniejszają zaczerwienienia i pomagają skórze odzyskać naturalną równowagę. Zdecydowanie jednak polecam mielenie płatków, bo w całości są bardziej upierdliwe w stosowaniu i z czasem mogą zapchać zlew.

Mąka owsiana i płatki są szczególnie cenne dla skóry wrażliwej – w momentach załamania skórnego często zmieniam poranny żel do mycia na garstkę mąki z płatków owsianych, robię też kąpiele z jej dodatkiem. Spróbujcie koniecznie, warto.

3. Maseczka z białej glinki

Biała glinka to jeden z niewielu kosmetyków, bez których w domu czuję się nieswojo i lekko niekomfortowo. Brak glinki = mały atak paniki. Glinkę stosuję regularnie w maseczkach – koniecznie zobaczcie sposób Carol na maseczkę-mumię – ale używam jej także do mycia i raz na jakiś czas do skóry głowy.

Wiecie już dobrze, że mam problem z pielęgnacją włosów i niewiele generalnie z nimi robię, więc jeśli ja mówię, że coś jest dobre, to musi być naprawdę super 😀 Inaczej by mi się nie chciało 🙂 Biała glinka działa oczyszczająco i rozjaśniająco, łagodząco i wygładzająco – jest idealna dla wrażliwych cer mieszanych i tłustych, bo czyści bez podrażnienia. Genialna sprawa, serio, w dodatku za grosze.

4. Kąpiel w krochmalu (mąka ziemniaczana)

Nie, to już  przesada – kąpiel w krochmalu? Dla dorosłych? Ja rozumiem oseski, ale ja?

Przyznaję, kąpiel w krochmalu nie jest sexy. Ani trochę. Ale jeśli kosmetyk mnie podrażnił, mam atak AZS, bliżej niewyjaśnioną wysypkę lub słońce mnie znienacka złapało gdzie nie trzeba – nie ma nic lepszego niż kąpiel z dodatkiem krochmalu. Gotuję 3-4 łyżki mąki ziemniaczanej z dwiema szklankami wody, dodaję powstały atrakcyjny galarcik do wanny i moczę się w tym dłuższą chwilę.

Wszelkie podrażnienia znikają, skóra jest gładka i zdrowa. Naprawdę warto spróbować, bo efekty są lepsze niż po wielu drogich aptecznych specyfikach – tylko nie myjcie w tym głowy!

5. Maseczka z kurkumy

Kurkumę znałam z genialnego działania zdrowotnego i starałam się jak najwięcej dodawać do naszych codziennych posiłków, ale na jej kosmetyczne zastosowanie naprowadziła mnie dawna współlokatorka z Bliskiego Wschodu. Wprawdzie nie mówiła prawie wcale po angielsku, straszyła mnie swoją piękną, ogromną, skandynawską dziewczyną i urządzała lesbijskie imprezy w salonie, kiedy ja musiałam wstawać o czwartej rano, ale gotowała i cerę miała różaną. Wszystko dzięki kurkumie.

Maseczka z kurkumy i mąki z cieciorki jest tradycyjnym kosmetykiem stosowanym w Indiach przez panny młode przed ślubem. Nie znam nikogo, kto ma większe parcie na piękny wygląd, niż panny młode, więc mnie to przekonało. Po dłuższym stosowaniu mogę potwierdzić, że maseczki z kurkumy pomagają wyrównać koloryt skóry, łagodzą trądzik i rozjaśniają – trudno to dokładnie opisać, ale skóra wygląda po prostu dużo lepiej.

Sporym minusem jest fakt, że kurkuma mocno farbuje wszystko, czego dotknie na żółto. Trzeba więc uważać na koszulki, ręczniki i bardzo dokładnie zmywać, bo inaczej pościele mogą już nigdy nie być takie same.

Wszystkich powyższych kosmetyków możemy oczywiście używać solo, ale w moim doświadczeniu jeszcze lepiej działają w zestawach – czyli np. w maseczce łączę mąkę owsianą, kurkumę i białą glinkę, a do kąpieli dodaję nie tylko krochmal, ale też mielone płatki owsiane.

Macie jakieś swoje tanie, domowe kosmetyki? Napiszcie o nich koniecznie, ogromnie jestem ciekawa!

 

 

  • Ja kiedyś, jeszcze w liceum, robiłam sobie maseczkę z miodu i platków owsianych – nie wiem, na ile to było dobre na skórę, ale smakowało fantastycznie 😉

  • Kocham białą glinkę!:)

    • Aga

      Całe życie polecali mi glinkę zieloną, która mnie podrażniała i dopiero biała udowodniła, że glinki naprawdę rządzą 🙂

  • Bardzo zaintrygował mnie ocet jabłkowy. Chyba przespałam ten wielki bum na niego, ale też nie jestem jakimś kosmetycznym guru więc miałam prawo 😉 Ale z chęcią przyjrzę mu się bliżej, bo też niestety cierpię na nieestetyczne krostki na ramionach czy plecach :/