Głodne Kawałki Wciskane Posiadaczkom Cery Naczynkowej

Głodne kawałki, którymi karmi się naczynkowców

Każdy naczynkowiec słyszał te rady przynajmniej raz. Nie tylko od życzliwych bliskich, którzy wyczytali coś w internecie, ale nawet od specjalistów, czyli osób, które powinny znać się na rzeczy trochę lepiej.

Wiele poniższych kawałków krąży też gdzieś w blogosferze. Wystarczy wpisać „pielęgnacja skóry naczynkowej”, a od razu otrzymamy poniższą listę jakże odkrywczych rad.

Naukowcy zgadzają się co do tego, że jak dotąd nie udało im się odkryć jednoznacznych przyczyn różowatości. Nie doszli też do jedynego, zawsze skutecznego sposobu leczenia tej choroby. (Anglojęzycznych zapraszam na serwis rosacea.org, gdzie przedstawione są różne hipotezy dotyczące genezy choroby, wraz z opisem poszczególnych badań).

Być może ta informacyjna próżnia sprawia, że wiele rad, którymi karmi się naczynkowców, jest tak ogólnych, że w sumie niewiele z nich wynika. Niektóre mówią prawdę – jak zobaczymy niżej – ale zero konkretów.

Rady te zostawiają nas z poczuciem, że sprawa różowatości jest przegrana – bo przecież nie przeniesiemy się w inny klimat, nie porzucimy aktywności fizycznej ani nie będziemy siedzieć dzień w dzień z założonymi rękami, bojąc się, by przypadkiem nie pojawił się rumień. Nigdy też nie będzie tak, że niczym nie będziemy się stresować – choć fajnie byłoby.

A przecież istnieją rozwiązania bardzo konkretne, które możemy wdrażać. O tych jednak „rady” nie mówią.

Poniżej kompilacja tych wspaniałych rad, oczywiście z odpowiednim komentarzem. Przeczytajcie i koniecznie dopiszcie to, co same w tym temacie słyszałyście.

1. Chroń twarz przed mrozem, wiatrem, słońcem, wysoką wilgotnością, zbyt suchym powietrzem. Najlepiej przenieś się do innego kraju, bo polskie zimy to zmora dla naczynek. Ale i też nie do zbyt ciepłego, bo klimatyzacja, promienie słoneczne i wilgotny upał zaognią problem.

Prawda, ale tak ogólna, że niemal zupełnie bezużyteczna. Bo która cera reaguje entuzjastycznie na drastyczne warunki atmosferyczne? Która cera jest tak niesamowicie odporna na wiatr i palące słońce?

(Bogiem a prawdą, najlepszą ochroną cery na trzaskające mrozy jest nie wychodzenie z domu. Nie ma po prostu kremu, który skutecznie ochroniłby wtedy naszą twarz. Opatulanie twarzy szalikiem albo kominiarką to równie wątpliwe rozwiązanie, bo wilgotny mikroklimat tworzący się pod warstwą materiału wcale nie jest dla wrażliwych naczynek lepszy).

2. Nie wystawiaj twarzy na gorącą parę unoszącą się znad gotujących się ziemniaków.

Tak, tak. Dobrze czytacie. Zaszczytne drugie miejsce przypada radzie, którą za każdą wizytą częstowała mnie asystentka mojego dermatologa. Nie wiem naprawdę, jakie przyświecały jej wyobrażenia o moim życiu. Czy naczynkowcy naprawdę nie mają nic do innego roboty, jak tylko gotować gary ziemniaków i trzymać twarz nad parą? To stąd biorą się ich wszystkie problemy! Przestańmy gotować te pyry, a problem rozwiąże się sam.

3. Cery naczynkowej nie wolno tykać nawet kwiatkiem! Zapomnij o peelingach mechanicznych, dopuszczalne są jedynie enzymatyczne. Niewskazane są ani kwasy, ani retinol. OCM odpada: bo masowanie olejem rozgrzewa twarz, bo trzemy później ciepłą ściereczką, bo za długo trwa. Czyli nie tykać, NIE TYKAĆ, NIE TYKAĆ!!!

Wszystko jasne. Poza jednym: jak wobec tego oczyszczać skórę naczynkową? Bo przecież zanieczyszcza się jak każda inna, a jej wykwity mają tendencję spektakularnie się rozprzestrzeniać i paskudzić.

Oczywiście, „tykanie” (oczyszczanie i złuszczanie) skóry naczynkowej to kwestia problematyczna i indywidualna. Trzeba w tym zachować umiar i ostrożność. Lepiej tu iść tip topami niż szarżować.

Ale, i to duże ale, potępianie wszystkich sposobów znanych obecnie kosmetyce jest po prostu niemądre i nieracjonalne. Puszczanie skóry samopas i pozwalanie jej na warstwowe zanieczyszczanie się, to mało pociągająca perspektywa. Tym bardziej, że skóry naczynkowe są różne! Trudno przykładać do nich taką samą miarę.

Na przykład, dla moich naczynek zmodyfikowane OCM było objawieniem. Nie polubiłam się z kolei z peelingami enzymatycznymi… Niektórzy je wielbią, ale ja osobiście nie znalazłam do tej pory takiego, który robiłby coś więcej poza marnotrawieniem mojego czasu. Spieszę też dodać, że nie każda skóra dobrze reaguje na bromelainę, czyli na enzym, który często się w takich peelingach pojawia.

Dla odmiany, drobnoziarnisty peeling Neutrogeny okazał się w mojej pielęgnacji pewnym przełomem! A przecież to niby peeling mechaniczny, czyli według „znawców” zło w estetycznej tubce.

Podobnie ma się rzecz z kwasami. Nikogo nie zachęcam do stosowania ich na oślep, a wręcz przed tym przestrzegam. Ja sama zafundowałam sobie kiedyś na twarzy masakrę uroczym koktajlem laser + kwas laktobionowy (ponoć jeden z delikatniejszych).

Jednak faktem jest, że naczynkowcy stosują z powodzeniem wiele kwasów, choć ich preferencje są w dużej mierze kwestią indywidualną. Ktoś wielbi kwas migdałowy, inny mlekowy, jeszcze inny tylko azelainowy albo laktobionowy, itd. Nie ma tu reguł ani skrótów, ale warto pozwolić sobie na rozsądne eksperymentowanie.

4. Nie denerwuj się, nie stresuj się, nie przeciążaj się.

Świetna rada. Dlaczego nikt mi wcześniej tej tajemnej wiedzy nie sprzedał? Idę się nie denerwować… Nie wiem, czemu mają służyć takie gadki, stres to część życia, możemy mu jedynie przeciwdziałać mądrze się odżywiając, uprawiając sport i żyjąc w miarę odpowiedzialnie. Choć zaraz, uprawianie sportu też niekoniecznie jest dla naczynkowców dobre… patrz niżej.

5. Polecę pani krem uszczelniający naczynka z wyciągiem z kasztanowca…

Naczynkowca w drogierii od razu kieruje się do konkretnego działu, w którym wystawione są kremy o składzie (przeważnie) mocno podrzędnym, ale za to z ekstraktami z kasztanowca, arniką, witaminami K i rutyną gdzieś pod koniec INCI, które mają „uszczelnić” nasze naczynka.

Bo przecież cera naczynkowa jest tylko naczynkowa. Nie ma żadnych innych problemów. Nie jest sucha i naczynkowa, tłusta i naczynkowa, mieszana i naczynkowa, naczynkowa z trądzikiem. Nie zmienia się z czasem, zawsze pozostaje tylko i wyłącznie naczynkowa, na wieki wieków amen, tak jest.

Od razu zaznaczam, że wierzę w moc kasztanowca i witamin. Regularnie łykam tabletki z kasztanowca na krążenie, bo w mojej rodzinie wszystkie kobiety mają skłonności do kruchych naczynek i żylaków. Na twarzy jednak żadnego jego działania nie widzę i nigdy nie widziałam. Ani w żadnym kremie, ani w maceracie, ani w ekstrakcie na naczynka kupionym w zsk. Nigdy – i mówię to z pełną świadomością – nie pomógł mi też żaden zestaw kosmetyków dedykowanych naczynkom.

Oczywiście są osoby zachwycone tymi kremami, ale warto zauważyć, że nie jest to reguła. Niektóre osoby z naczynkami reagują wręcz na niektóre dedykowane im zioła silną reakcją alergiczną. Oczar wirginijski, który często pojawia się w listach specyfików „dobrych na naczynka”, został wręcz uznany za potencjalny wyzwalacz problemu na liście skompilowanej przez rosacea.org. I komu tu wierzyć?

Jeszcze jedno: był taki okres, że wierzyłam, iż jeśli będę stosowała wystarczającą ilość specyfików antynaczynkowych (hydrolat różany, olejek lawendowy, tonik z kasztanowcem, rutinoscorbin, itd.), ich działanie się zsumuje i naczynka powoli się wzmocnią. Ale nie tak to działa. Działanie czynników naturalnych jest bardzo delikatne i dość szybko osiąga swój wyż, poza który już nie wykracza. Niestety. Lepiej skupić się na poprawie ogólnego stanu cery, a naczynkami zająć się później.

6. To wszystko od makijażu. Przestań nosić makijaż, a skóra się unormuje.

Kocham, naprawdę kocham ludzi, którzy to mówią. I to takim pewnym tonem, jakby dowiedli tej prawdy w laboratorium i miliony razy im się udało ten efekt osiągnąć.

Poza przypadkami, w których mamy ewidentnie do czynienia z jakimś szkodliwym lub alergizującym składnikiem w kolorówce, radę tę uważam za kompletną bzdurę.

Jestem freelancerem, co oznacza, że zdarza mi się czasem siedzieć w domu nad projektem tydzień w tydzień i malować się sporadycznie lub wcale. Nie zauważyłam w te okresy żadnego poprawienia cery. Przeciwnie, mam wrażenie, że delikatny makijaż odpowiednimi kosmetykami raczej ma na cerę wpływ pozytywny.

Pełny makijaż dla cery naczynkowej ma wiele zalet. W sposób oczywisty stanowi dla cery rodzaj buforu przed zanieczyszczeniami z zewnątrz. Jeśli wybieramy kosmetyki z filtrem, stanowi dodatkową, niezbędną dla naczynkowca (niezbędną!!!) ochronę. W zimie jest niezbędny (ponownie!!!!), chroni w pewien sposób przed mrozem i wiatrem (bo w końcu ile tego kremu można na twarz nakładać?).

Dodam, że niektóre składniki mogą wręcz cerę łagodzić albo pielęgnować, np. tlenek cynku w pudrach mineralnych ma udowodnione działanie odkażające, podobnie jak wyciąg z rumianku w moim ulubionym podkładzie Misshy.

7. Nie uprawiaj sportu, aby zapobiec uderzeniom gorąca i w konsekwencji pękaniu naczynek…

Zżymam się za każdym razem, gdy to słyszę. Równie dobrze można powiedzieć naczynkowcowi, aby nie uprawiał seksu, nie rodził ani nie dźwigał dzieci. Nie dla nas wielkie uniesienia i euforie. Ponownie nie rozumiem takiego stawiania sprawy.

Jako wrażliwiec wielbię sport jako wentyl bezpieczeństwa. Bez niego stres zupełnie by mnie zjadł. Chociażby ten fakt jest dla mnie wystarczającym powodem, aby regularnie uprawiać sport.

Poza tym przecież nie jesteśmy w tym „sporcie” tak kompletnie bezbronni. Nie jesteśmy też pozbawieni opcji! Inna rzecz długa sesja gorącej jogi (w wilgotnych oparach cudzego potu i radośnie się rozmnażających bakterii), inna rzecz pół godziny na biegaczu przy otwartym oknie.

Po wycisku też nie musimy siedzieć bezczynnie, czekając, aż łaskawie przejdzie nam rumieniec. Można spryskać twarz tonikiem z lodówki albo zimnym naparem z szałwii, położyć na twarz maskę żelową wyciągniętą z zamrażarki (myć po każdym użyciu!!!), albo masować twarz ice rollerem. Nie widzę problemu, widzę tylko wymówkę.

8. Nie jedz pikantnych potraw, nie jedz czekolady, sera, itd. Nie pij alkoholu ani kawy.

Jak możecie przeczytać w zakładce O nas, jestem wielką fanką ostrych potraw, czyli kuchni indyjskiej, tajskiej i meksykańskiej z prawdziwego zdarzenia.

Chodzi o taki stopień ostrości, że człowiek siedzi i na przemian to płacze w talerz, to dmucha w chusteczkę, poci się jak szalony, ma uderzenia gorąca i oczyszcza się ze wszystkich toksyn. No cudo po prostu! Jedna z wielkich przyjemności życia.

U niektórych ludzi zdarza się faktycznie, że cera naczynkowa bardzo się poprawia po odstawieniu pewnej grupy pokarmowej. Jakiej? Zmartwię Was… ponownie zależy to od osoby. Czasem są to słodycze, czasem nabiał, czasem gluten, czasem rośliny strączkowe.

U mnie nie zaobserwowałam żadnego związku między tym, co jem, a tym, jak wygląda twarz. Choć dodam, że od zawsze odżywiałam się bardzo zdrowo, więc może jestem kiepskim przykładem. Ale to wcale nie jest tak, że 1 tafelka czekolady = 1 niedoskonałość skórna.

Natomiast fakt, po alkoholu i kofeinie twarz się trochę różowi… kto by pomyślał? Ponownie, co za odkrywcza uwaga!

Co Wy na to? Jakie jeszcze bezcenne rady słyszałyście o naczynkach? A może z czymś się nie zgadzacie i chciałybyście się podzielić doświadczeniem? Koniecznie napiszcie, każda historia jest na wagę złota, może właśnie ona popchnie kogoś innego na tory właściwej pielęgnacji!

Karolina

Całe życie walczę z trądzikiem różowatym. Na szczęście dzięki właściwej pielęgnacji udało mi się go plus minus rozłożyć na łopatki. Na tym blogu zdradzam wszystkie moje pielęgnacyjne tajemnice. Nadstaw ucha :)

  • Ja generalnie nigdy nie miałam większych problemów ze skórą, ale w ciąży zrobiły mi się siateczki naczynek na udach i już tak zostały, ale jakoś szczególnie się tym nie przejmuję.

    • Aga

      Mnie również po ciąży zostało parę pamiątek, ale patrzę na nie jak na medal z okazji urodzenia Synka 🙂

      • O, tak, myślę podobnie 🙂 Lubię swoją bliznę po cesarce na przykład, jest dla mnie pamiątką największego cudu w życiu 🙂

        • Aga

          Ja też, ja też! Wygląda jak uśmiech 😀