Maseczka Z Glinki DIY

Kojąca maseczka dla naczynek + mumia w bonusie

Idzie lato, a z nim słońce, gorące podmuchy wiatru, przegrzane pomieszczenia, suche powietrze, pot spływający po twarzy pokrytej filtrem i podkładem, brzeg czapki, kapelusza czy noski okularów przeciwsłonecznych wpijające się w skórę… Czyli ogólnie wszystko, czego naczynka po prostu nienawidzą.

Ale spokojnie. Mam coś dla Was. Ta maseczka należy do moich wyciszających pewniaków. Nie tylko w lato, ale w cały Boży rok, zwłaszcza gdy dałam skórze popalić, gdy cera marudzi po długim transatlantyckim locie, długich dniach w klimatyzowanym biurze, kąpieli w morskiej wodzie, wystawianiu twarzy na wiatr itd. Zdarzają się tygodnie, że kładę ją na twarz dzień w dzień, po prostu po to, żeby się lepiej poczuć. Jest banalnie prosta, tania i co ważne: działa. Wycisza zaczerwienienia, koi paskudne „czerwone kropki”, chłodzi, wyrównuje koloryt, odkaża i nawilża. Słowem: maseczka idealna. Związek na dobre i na złe.

Mówimy o cerze naczynkowej, dlatego równie ważny co skład maseczki jest także sposób jej nakładania. Długi czas nie nakładałam na twarz żadnych maseczek, nawet tych dedykowanych naczynkom. Bo co mi po świetnym składzie, jeśli muszę ten świetny skład zmywać z twarzy wodą przez bardzo długi czas? Po takim szorowaniu skóra wygląda jeszcze gorzej niż przedtem. Dlatego metodą prób i błędów opracowałam mój własny, nieinwazyjny sposób nakładania maseczki. Jest z tym trochę zabawy (głównie dla ludzi wokół), ale efekt jest tego wart.

Gotowe? Zaczynamy. Oto moja ukochana maseczka wraz z jej wariantami.

Skład mieszanki bazowej:

  • zmielone płatki owsiane lub mąka owsiana (zalecane w medycynie ajurwedyjskiej do pielęgnacji cery naczynkowej i wrażliwej, pojawiają się zresztą w składach wielu kosmetyków dedykowanych tym cerom, np. amerykańskiej marki Aveeno, której nazwa zresztą wywodzi się od łacińskiej nazwy owsa);
  • zmielone siemię lniane (bogate źródło kwasów tłuszczowych omega-3, omega-6 i minerałów wzmacniających kruche naczynka; zalecane także do użytku wewnętrznego!!);
  • biała glinka (nawilża, koi i łagodnie oczyszcza);

Wszystkie te składniki mieszamy razem w równych proporcjach (ja czasem robię sobie tej mieszanki wielki słój, dla ułatwienia, żeby nie babrać się później z niestworzoną liczbą woreczków i paczuszek).

Aby połączyć ze sobą składniki, używamy jogurtu (z lodówki) i kilku kropel oleju – ważne jest, aby nie używać wody ani hydrolatu, bo maseczka wyschnie nam wówczas o wiele szybciej i zacznie nieprzyjemnie ciągnąć skórę. Tego – szczególnie w przypadku cery naczynkowej – zdecydowanie chcemy uniknąć!!! Można dodać kilka kropel kwasu hialuronowego.

Mieszanka już sama w sobie daje czadu, ale jeśli chcemy dodatkowych fajerwerków, to możemy do niej dodać opcjonalnie:

  • pół łyżeczki kurkumy (silne działanie antyoksydacyjne i antyzapalne, nie dajemy więcej, bo może zabarwić skórę!);
  • łyżeczkę wybranej glinki o działaniu oczyszczającym (np. Rhassoul, Multani Mitti, żółtej albo czerwonej. Ostrożnie, większość tych glinek mocno wchłania wodę, na tym polega ich oczyszczające działanie, dlatego użycie ich solo, bez zmieszania z glinką białą i jogurtem, raczej odradzam dla cery suchej i naczynkowej; natomiast kto ma cerę bardziej zanieczyszczoną i mniej suchą, może tu sobie poeksperymentować z proporcjami);
  • suszoną szałwię (naturalny antybiotyk);
  • pył z płatków róży (firmy Hesh, nawilża, koi, rozjaśnia skórę, a na dodatek obłędnie pachnie);
  • łyżkę Face Packa z sandałowcem (również firmy Hesh, bardzo ciekawy skład, o którym jeszcze na pewno będzie mowa);
  • spirulinę (polecaną do cery naczynkowej, choć lepszy efekt dawały u mnie inne, wyżej wymienione składniki).

Teraz krótko o sposobie nakładania. Ogólnie chodzi o to, że maseczkę nakładamy przez gazę. Najlepiej kupić ją w aptece, należy tylko zwrócić uwagę na to, by była luźno tkana, bo zbyt gęsty splot na nic nam się nie przyda. Chodzi nam o stworzenie pewnego buforu, do którego przyczepi się większość maski, ale przez którą nadal będą mogły działać składniki aktywne.

W kawałku gazy (wielkości twarzy) robimy otwór na nos (to zapobiega marszczeniu się maseczki i stanowi pewien punkt oparcia :). Potem nakładamy ją na twarz i przyczepiamy zwykłą opaską do włosów. W tym momencie zaczynamy wyglądać jak mumia, ku uciesze wszystkich domowników, oczywiście. Stajemy przed lustrem i nożykiem nakładamy maseczkę na twarz. (Widoczność nie jest ograniczona). Płatki owsiane i siemię lniane puszczają delikatny kleik, więc maseczka powinna mieć bardzo dobrą przyczepność.

Zwykle trzymam ją na twarzy ok. 20 minut, albo do momentu, gdy po dotknięciu jej palcem czuję, że wyschła. Wtedy po prostu zdejmuję gazę, a resztki maski (jest ich zwykle bardzo niewiele) usuwam płatkiem kosmetycznym nasączonym zimnym naparem z szałwii albo z rumianka (napar z tych obu ziół ma delikatny, jakby śluzowaty poślizg, co sprawia, że tarcie jest mniejsze).

Spróbujcie, a zakochacie się w efektach. Maseczki można używać codziennie, chyba że dodajemy do niej glinek bardziej oczyszczających, wtedy zalecałabym ostrożność, zależnie od stanu skóry. Poza tym przeciwwskazaniem tej dobroci nie da się przedawkować 🙂

Karolina

Całe życie walczę z trądzikiem różowatym. Na szczęście dzięki właściwej pielęgnacji udało mi się go plus minus rozłożyć na łopatki. Na tym blogu zdradzam wszystkie moje pielęgnacyjne tajemnice. Nadstaw ucha :)

  • Mru

    ciekawy sposób na nakładanie maski 😀 chciałabym to zobaczyć 😀

  • Mam maleńkie widoczne naczynka, póki co jakoś specjalnie o to nie dbałam, ale chyba czas to zmienić;)

    • Karolina

      Jeśli masz tylko pojedyncze naczynka, może spróbuj zestawów samorobionych na naczynka z Mazideł, Biochemii Urody albo Kolorówki. Słyszałam też dużo dobrego o kompleksie na naczynka z ZSK. Mnie niestety takie rzeczy nie pomagają, ale wiem, że sprawdzają się lepiej przy pojedynczych naczynkach, stosowane tylko w tych miejscach. Jeśli nie masz skóry typowo z rumieniem, to nie musisz martwić się o kładzenie maski na gazę, więc sytuacja idealna: mogą Ci pomóc maski algowe typu peel-off (ostrożnie przy wrażliwej / naczynkowej, bo ściągają skórę) i maseczki z glinki czerwonej / różowej (nie trzymaj zbyt długo: 10 minut max). No i zawsze możesz zamknąć pojedyncze naczynka laserem, koszt zamknięcia jednego naczynka nie jest wcale zaporowy, a przynajmniej ma się potem spokój 🙂

  • martadobr

    Nie mam typowego rumienia – za to sporo pękniętych naczynek, szczególnie na szczycie nosa. No i wrażliwą, czerwieniącą się z byle powodu (reaktywną?) cerę. Więc patent z gazą mocno mnie zainteresował, bo ostatnio na myśl o jakiejkolwiek maseczce mam przed sobą wizję 10 minut zmywania (brr!).

    • Karolina

      Marta, ja miałam tak samo, żadnych maseczek przez lata, no bo co za sens wydawać pieniądze i marnować czas, skoro efekt żaden, a wskutek tarcia i katowania twarzy twardą wodą wręcz negatywny. W najbliższym czasie rozpłaszczę się przed Agą, żeby zrobiła mi zdjęcie podczas gdy przeistaczam się w mumię – będziesz mogła zobaczyć, jak to wygląda w praktyce 🙂 Fakt, jest to trochę dziwne, ale efekt jest tego wart. Jak mówię, były tygodnie, że kładłam tę maseczkę na twarz dzień w dzień 🙂