Lepsze Wlosy

Lepsze włosy bez włosomaniactwa: Trzy proste zmiany

Masz takie piękne włosy, co z nimi robisz? – obecnie dosyć często słyszę to pytanie i pewnie, jest to miłe, choć odpowiedź wcale nie jest taka oczywista.

Moja pielęgnacja jest teraz bardzo minimalistyczna, ale nie zawsze tak było. W swoim życiu przerobiłam już prawie każdą długość włosów: od bardzo długich (do pasa) po króciutkie (jeżyka), miałam włosy zaniedbane i zniszczone, przeżyłam jakiś okres zagorzałego włosomaniactwa, myłam włosy sodą oczyszczoną, glinką i mąką razową. (Tak, tak. Dobre wspomnienia).

Teraz nauczyłam się już zachowywać w pielęgnacji pewną równowagę i jest mi z tym bardzo dobrze. Uważam, że koniec końców nie potrzeba wiele, aby włosy wyglądały godnie. Jeśli więc chciałybyście zadbać o wygląd swojej grzywy, a należycie do osób stosujących tylko szampon i gubicie się w gąszczu włosomaniaczych informacji o wcierkach z szungitem i równowadze PEH, czytajcie dalej. Wystarczy zadbać o trzy naprawdę proste kwestie, aby zobaczyć efekty. Nie trzeba mieć też góry pieniędzy. Gotowe? To zaczynamy.

Po pierwsze, odżywka.

Być może oczekiwałyście czegoś spektakularnego, typu: „Maseczka z żelatyną sprawi, że zatrzymacie ruch na Rondzie Kaponiera”, ale prawda bywa banalna. Bez odżywki trudno się obejść. Odżywka to nie ściema. Zależnie od typu naszych włosów możemy jej potrzebować w różnym stopniu i wcale nie tak często, ale naprawdę rzadko trafiają się włosy, które można bezkarnie rypać samym szamponem przez długi okres czasu, a one nadal pozostają piękne, mocne i lśniące.

Dlaczego? Dlatego, że znakomita większość szamponów robi bardzo dobrze to, czego od nich oczekujemy, czyli… myje. Oznacza to, że substancje aktywne zawarte w szamponach rozchylają łuski włosa i usuwają brud, kurz, łupież, tłuszcz i wszystko to, czego na włosach być nie powinno. Oczywiście, przy okazji rozczapierzają go, stroszą i ogałacają z naturalnych substancji odżywczych, takich jak naturalnie występujące sebum (którego zadaniem jest chronić, wygładzać i nabłyszczać włos) czy keratyna (włosowy budulec. Jeśli interesowało was kiedyś keratynowe prostowanie włosów, to wiecie, że nie należy po nim używać siarczanów ani soli, czyli substancji występujących w znakomitej większości szamponów).

Jeśli takie szamponowe rozczapierzanie, stroszenie i ogołacanie nie jest równoważone odżywką, efektem są wysuszone, sianowate i kruszące się włosy. Nierzadko otrzymujemy jeszcze w prezencie szybciej przetłuszczający się skalp – bo cebulki czują, że włosom czuje się krzywda, i zaczynają produkować sebum na potęgę. Efekt: sianowate, przerzedzone i przesuszone końce i przyklapnięta, nieapetyczna nasada.

Wiele kobiet rezygnuje z odżywki, bojąc się, że włosy „klapną”. To zrozumiały lęk, zwłaszcza jeśli mamy włosy przetłuszczające się lub cienkie i skłonne do obciążenia. Ale nie trzeba nakładać odżywki codziennie. Można to robić co drugie, trzecie mycie. Można też np. myć włosy szamponem, a raz w tygodniu nakładać jakąś bogatszą maskę na dłużej, powiedzmy na 20 minut, pod ręcznik i jeszcze z podgrzewaniem suszarką dla lepszego wchłaniania. Kolejna sprawdzona opcja to najpierw nałożyć odżywkę, a potem zastosować szampon (to stosuję ja). Wszystko zależy od Waszych włosów, a także od Waszego rozkładu dnia.

Jakie odżywki polecam na start? Tanie, dobre i nawilżające 🙂 Nawilżające dlatego, że jeśli od dawna Wasza pielęgnacja opiera się na samym szamponie, to włosy najprawdopodobniej są przesuszone. Z czasem kiedy poznacie swoje włosy, można sobie trochę poeksperymentować z cięższymi maskami, ale na start zawsze polecam wybrać coś prostego, dostępnego i na każdą kieszeń.

Wybierajcie odżywki, które wysoko w składach mają glicerynę, aloes, miód, glikol propylenowy albo pantenol. Polecam linie Isana, Biovax (sporo odżywek Biovaxów można dostać w Biedronce w formie saszetek, więc nie musimy od razu kupować w ciemno całego opakowania), Alterra (jeśli włosom nie przeszkadza ułatwiający wnikanie alkohol), NaturVital i Equilibria (obie linie są dostępne w drogeriach Natura). Bardzo fajne zestawienie odżywek nawilżających przedstawiła niezastąpiona Kasia na Fali tutaj.

Z czasem, jeśli odżywki nawilżające przestaną nam wystarczać, nie czujemy ich na włosach albo włosy są po nich zbyt lekkie i fruwające, to znak, że potrzebujemy cięższej artylerii, czyli odżywek mniej nawilżających, a bardziej dociążających (emolientowych). Tutaj sprawdzą się niemal wszystkie Kallosy (lepiej kupić na spółkę z koleżanką: litr odżywki to nie bagatelka!) i wiele kosmetyków rosyjskich, które coraz częściej są dostępne stacjonarnie w zielarniach i sklepach z naturalnymi kosmetykami. Po inspiracje ponownie zapraszam do Kasi: tu i tu. Odżywki emolientowe sprawdzą się także w roli „maski na dłużej”, jeśli nie macie czasu nakładać odżywki co każde mycie i wolicie zrobić to raz a dobrze na jakiś czas.

Po drugie, produkty do stylizacji.

To zdecydowanie nie jest włosomaniacze podejście… Ale tak naprawdę, to na co nam zdrowe włosy, jeśli wyglądają bardzo niezdrowo: wiecznie się puszą, klapią, strączkują albo wyglądają po prostu nijako? Nie ma tu co rozpaczać, po prostu niewiele jest włosów, które same z siebie, po samym szamponie i odżywce, wyglądają dobrze. Kluczem do pięknego wyglądu, a także do naszego dobrego samopoczucia, są produkty do stylizacji: pianki do włosów, suche szampony, sera silikonowe, a także odżywki w sprayu i bez spłukiwania.

Pianka do włosów. Przełomem w mojej pielęgnacji okazała się wcale nie kolejna super dociążająca maska sprowadzana z końca świata, tylko skromna pianka do włosów firmy Nivea. Dzięki niej moje włosy są ładnie uniesione u nasady, dłużej zachowują kształt, mniej się strączkują i – co ważne – dłużej zachowują świeżość. Poleciłam ją kilku znajomym i dla każdej był to strzał w dziesiątkę. Skład jest całkiem przyzwoity, a korzyści – ogromne.

Suchy szampon. Kolejna rzecz, której nie może zabraknąć w mojej łazience. Najlepiej nie czekać do momentu, w którym będzie potrzebny, tylko wieczór przedtem spsikać nim włosy i nie rozczesując położyć się spać. Rano włosy będą pachnące, ładnie uniesione u nasady i nadal świeże 🙂 W roli suchego szamponu dobrze sprawdzają się także salt spraye, dzięki zawartości siarczanu magnezu, czyli soli Epsom, która odświeża włosy i nadaje im piękną objętość. Niestety zarówno suche szampony, jak i salt spraye matowią włosy, więc przy ich użyciu należy zadbać o odpowiednią pielęgnację (odżywka!!) i coś nabłyszczającego, np. serum silikonowe.

Serum silikonowo-olejowe. Nawet jeśli Wasze włosy są cienkie i łatwo je obciążyć, powinnyście rozważyć użycie takich serów chociażby na końcówki. Włosy, tak jak każda inna rzecz, np. ubrania czy meble, najszybciej niszczą się i wycierają na brzegach, kantach i rogach. To naturalne. Silikony stanowią dla końcówek zabezpieczenie i ochronę, poza tym, że zapewniają też nabłyszczenie. Jeśli nigdy nie miałyście do czynienia z takim serum, polecam zacząć od Maracuja Oil Biosilku. Nie rzucajcie się na wielkie (i kosztowne) butle serów, bo każde włosy są inne i trudno utrafić od razu w to, co Wam pasuje, wydacie tylko pieniądze i narazicie się na niepotrzebne rozczarowanie. Mała buteleczka Maracuja Oil (15 ml) kosztuje ok. 5 zł, jest dostępna w Rossmanie i Biedronce, starcza naprawdę na długo, ma przyzwoity skład i – co bardzo ważne – trudno tym serum obciążyć włosy. Obecnie już trochę przestaje mi wystarczać, więc szukam cięższego zamiennika, ale używałam tego serum regularnie kilka ładnych lat i mogę je z czystym sumieniem polecić.

Odżywka w sprayu / bez spłukiwania. Dobra odżywka bez spłukiwania to dla mnie jak yeti: ponoć istnieje, ale widzieli ją tylko niektórzy 🙂 Jako posiadaczka suchych włosów bardzo chciałabym znaleźć taką odżywkę, bo mój problem polega na tym, że bardzo często na drugi, trzeci dzień po myciu włosy wyglądają po prostu na przesuszone i matowe, na dodatek mam mnóstwo bejbików, które w takiej sytuacji sterczą mi dookoła głowy jak ruda aureola 🙂 Odżywek w sprayu testowałam więc sporo, od samorobionych po komercyjne, ale świętego Graala jeszcze nie znalazłam. Obecnie przerabiam Loton Hydro Control z algami morskimi, ale werdykt jeszcze nie ustalony. Sygnalizuję tylko, że jeśli Waszym problemem jest nadmierna suchość, to warto czegoś takiego szukać. Gdybyście miały jakieś sugestie, polecam się pamięci 🙂

Po trzecie, ułożenie fryzury i stylizacja na gorąco.

Kolejny kontrowersyjny temat, ale ponownie, co za pożytek ze zdrowych włosów, które nie chcą się układać i ogólnie wyglądają mizernie i bez życia? Porządne wysuszenie włosów na okrągłej szczotce jest w stanie pięknie wygładzić i nabłyszczyć włosy, a w połączeniu z pianką do włosów także przedłużyć ich świeżość, czasem na kilka dni. Same plusy.

Oczywiście każde włosy są inne, ale opcji stylizacji jest wiele i każda kobieta jest w stanie znaleźć coś dla siebie, zależnie od typu włosa i cięcia. Mamy więc do wyboru suszarki z dyfuzorami, szczotki jonizujące i obrotowe, lokówki, lokówko-suszarki, termoloki, wałki i oczywiście prostownice. Wszystko jest dla ludzi, jeśli jest stosowane z umiarem i jeśli jesteśmy zadowolone z efektu.

Internet pełen jest przerażających historii o włosach spalonych prostownicą, ale co innego prostować mokre włosy każdego dnia przez godzinę bez żadnej termoochrony, a co innego robić to np. raz na tydzień przy użyciu dobrej jakości cementu, który w pewnym stopniu chroni nam włosy. Podobnie loki zrobione lokówką, potrafią dodać życia cienkim i oklapłym włosom, a także ułatwić zrobienie wielu fryzur, co z kolei sprawia, że stają się one łatwiejsze w obsłudze, ładniej wyglądają i można je myć rzadziej, co nie jest bez znaczenia.

Nie zachęcam do używania inwazyjnego gorąca dzień w dzień bez żadnych hamulców. Zachęcam jednak do realnej oceny stanu naszych włosów i tego, co byłoby nam potrzebne. Większa objętość? Wygładzenie? Wyprostowanie niesfornej grzywki? Uniesienie włosów u nasady? Nadanie fryzurze kształtu? Jeśli wydaje nam się, że coś by się sprawdziło, popytajcie koleżanek, zobaczcie, czy któraś z nich ma jakieś urządzenie do wypróbowania, a potem podejmijcie decyzję. Dla mnie zakup suszarko-lokówki okazał się przełomem w mojej pielęgnacji i naprawdę tego nie żałuję.

Jeszcze jedna rada: Zasięgnijcie języka wśród znajomych, czy któraś z nich nie chce się pozbyć starego sprzętu za rozsądną cenę. Kobiety zapuszczają i obcinają włosy, więc często jest tak, że to, czego kiedyś używałyśmy codziennie (np. suszarka z dyfuzorem) obecnie leży w kącie, bo przerzuciłyśmy się na szczotkę obrotową albo obcięłyśmy włosy na chłopczycę. Po co wydawać dużo pieniędzy, jeśli można wydać mniej 🙂

Bonus I: Czy muszę zmieniać szampon?

Włosomaniaczki słyną ze swojego wybrednego podejścia do szamponów, ale zdrowy rozsądek podpowiada, że jeśli nie macie problemów ze skórą głowy, prawdopodobnie możecie zostawić swój szampon w spokoju, przynajmniej na początku. Skupcie się raczej na ustaleniu odpowiedniej dla Was odżywki i częstotliwości jej użycia, a także na stylizacji. Jeśli zauważycie, że skóra głowy Wam marudzi, że jest przesuszona, że się łuszczy, wtedy można pomyśleć o zmianie szamponu na delikatniejszy. Tak samo, jeśli macie włosy cienkie i delikatne i mimo regularnie stosowanej odżywki włosy wyglądają na zniszczone, również warto przemyśleć pewne zmiany. Innymi słowy, jeśli nie ma problemu, szkoda rzecz naprawiać.

Dlaczego zniechęcam do zmiany szamponu? Bo jest to problematyczne. Zwykle to, co przeszkadza nam w szamponach, to siarczany, a znaleźć dobry, wydajny, przyzwoicie myjący szampon bez siarczanów w rozsądnej cenie wcale nie jest tak łatwo. Jako właścicielka suchego skalpu mam swoich pewniaków, ale temat jest szeroki i niełatwy, więc zostawię go na inną okazję.

Bonus II: Czy powinnam olejować włosy?

I tak, i nie. Mnie osobiście olejowanie bardzo pomogło, ale każde włosy są inne i inne są także nasze wyobrażenia o tym, co można i warto robić w życiu i pielęgnacji 🙂 Pamiętam, że kiedy raz powiedziałam znajomej, że olejuję włosy na noc, ona wykrzyknęła spontanicznie: „Ale co, to znaczy, że zanikło zupełnie twoje życie seksualne????”.

Siłą rzeczy olejowanie oznacza, że trzeba ten olej przez jakiś czas na włosach zostawić, a nie zawsze mamy taką możliwość. Jednak jeśli naprawdę chcemy spróbować, dla chcącego nic trudnego. Można olejować włosy na noc, można nastawić budzik na godzinę przed pobudką i wówczas nałożyć olej na włosy albo tak obliczyć sobie czas, że olejujemy włosy tuż po wstaniu z łóżka, jeśli planujemy trafić pod prysznic za godzinę, można naolejować włosy przed basenem albo po nim. Wszystko, ponownie, zależy od naszego rozkładu dnia. No i od efektów. Jeśli ich nie widzimy, szkoda się męczyć niepotrzebnie.

Co dodałybyście do tego zestawienia? Co okazało się przełomem w Waszej pielęgnacji? Czy macie swoich pielęgnacyjnych „pewniaków”? Słuchamy!!

Karolina

Całe życie walczę z trądzikiem różowatym. Na szczęście dzięki właściwej pielęgnacji udało mi się go plus minus rozłożyć na łopatki. Na tym blogu zdradzam wszystkie moje pielęgnacyjne tajemnice. Nadstaw ucha :)

  • Mru

    nie wyobrażam sobie nie używania odżywki 🙂 muszę wypróbować to serum silikonowo-olejowe 🙂

    • Karolina

      A jednak wiele kobiet z tego rezygnuje 🙁 a serum bardzo polecam, myślę, że długo przy tym Maracuja Oil zostanę, bo trudno utrafić w coś, co nie obciążyłoby włosów cienkich 🙂

  • Pielęgnacja włosów to jedyny temat, który tak naprawdę mnie interesuje, jeśli chodzi o kosmetykę. Ciągle coś robię z włosami, po każdym myciu prostuję, albo kręcę, do tego farbuję od ponad 20 lat, więc wymagają też sporo odżywiania i nawilżania.

    • Aga

      Mamo droga, jak ja bym tak chciała! Ale mi się nie chce i tylko włosy Carol z zazdrością oglądam i sobie obiecuję, że tym razem to już na pewno 😀
      Tymczasem faktycznie dałam szansę odżywce i muszę przyznać, że coś w tym jest 🙂

      • Ja nie bardzo mam wyjście, bo jak nie ułożę włosów po myciu, to pozostaje sobie jedynie wiadro na głowę założyć 😉 Każdy mi w inną stronę sterczy 😉