Jak Wybrać Olej Do Twarzy Dla Siebie?

Olej do twarzy: Wybór (nie taki) trudny

Jaki olej radzisz mi kupić? – to pytanie zdarza mi się słyszeć dosyć często od znajomych, którzy wiedzą o moim kosmetycznym zacięciu. Od jakiego oleju zacząć przygodę z olejami? Na co zwrócić uwagę? Czy na każdej skórze sprawdzi się każdy olej i od czego to zależy?

Mam nadzieję, że ten wpis pokieruje Was we właściwą stronę i odkryjecie olejową miłość swojego życia. Powiem Wam, czym ja się kieruję wybierając moje oleje do twarzy. Pod każdą omówioną cechą podaję przykłady olejów wartych rozważenia, ale to nie znaczy, że wyczerpuję temat – obecnie olejów na rynku jest masa, więc zachęcam też do własnych poszukiwań.

A więc. Jesteśmy w drogerii / zielarni / sklepie internetowym, przeglądamy opisy dostępnych olejów i dostajemy zawrotu głowy. Na co tak naprawdę zwrócić uwagę przy wyborze oleju do twarzy?

Na zawartość przeciwutleniaczy (antyoksydantów), zwłaszcza na witaminy C, A i E.

To jest główna cecha, której szukam w opisach przy wyborze oleju do twarzy.

Przeciwutleniacze – to brzmi groźnie, ale chodzi po prostu o związki organiczne, które wstrzymują proces utleniania, a co za tym idzie, starzenia komórek. Naturalne serum anti-aging, czyli to, czego chcemy. Działają regenerująco i łagodząco, wyrównują koloryt cery, rozjaśniają przebarwienia, przyspieszają gojenie się skóry, nadają jej piękną poświatę, wiele z nich (np. karotenoidy, pochodne witaminy A) stanowi naturalną ochronę przed słońcem (choć bez przesady – filtr i tak nakładamy). O niesamowitych właściwościach antyoksydantów przeczytacie tutaj.

Przeciwutleniacze to zwykle substancje pochodzenia roślinnego, a więc występują w sposób naturalny we wszystkich olejach, różnią się tylko postacią i stężeniem. Dlatego warto trochę poeksperymentować i zobaczyć, które najbardziej skórze pasują.

Ja w olejach wypatruję zwykle witamin C, E i karotenoidów, czyli prekursorów witaminy A. Pamiętamy, że powszechnie stosowany apteczny retinol, uważany za lek na wszystkie skórne wynaturzenia, to po prostu pochodna naturalnie występującej witaminy A, tyle że oczywiście o wiele silniejsza i co za tym idzie, z o wiele większym potencjałem drażniącym.

Oleje warte rozważenia:

  • olej z pestek róży (potężna dawka witaminy C i sekret wielu celebrytek, m.in. Kate Middleton);
  • macerat (potocznie olej) z marchwi (naturalny samoopalacz i filtr przeciwsłoneczny, źródło beta-karotenu);
  • olej z rokitnika (wit. C, robi obecnie karierę w serach olejowych na Zachodzie);
  • olej jojoba (wit. B i minerały, upodabnia się do naturalnych olei skóry, więc może być dobrze znoszony nawet przez skóry problematyczne, nie przypadkiem wchodzi w skład wielu komercyjnych ser olejowych, np. znajdziecie go w kultowym suchym olejku Nuxe);
  • olej z awokado;
  • olej ze słodkich migdałów;
  • olej z pestek malin (wit. E i karotenoidy);
  • olej marula;
  • olej z lnianki itd.

Na właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne.

Ponownie, można powiedzieć, że jest to cecha wszystkich olejów, bo działanie takie mają już występujące w olejach przeciwutleniacze i kwasy tłuszczowe. To oznacza, że oleje same z siebie koją podrażnienia i zapobiegają niedoskonałościom twarzy. Czy wspomniałam, że naprawdę warto stosować oleje?

Istnieje jednak kilka takich olejów, które poza tymi ogólnymi właściwościami zawierają jeszcze coś ekstra. Na to warto zwrócić uwagę, zwłaszcza w pielęgnacji cery wrażliwej, która bardziej niż inne cery jest skłonna do nadkażania (zob. wpis o charakterystyce).

Np. olej neem (z miodli indyjskiej) można nawet znaleźć na listach pestycydów z uwagi na występującą w nim azadirachtynę. Nie przypadkiem olej ten nazywany jest w Indiach lekiem na całe zło i stosowany jest w pastach do zębów i w środkach higieny jako środek antybakteryjny i grzybobójczy.

Inne przykłady:

  • olej tamanu (SOS we wszystkich dermatozach skórnych, ponoć można nim wyleczyć nawet gangrenę);
  • olej z pachnotki (wg badań hamuje rozwój trądziku młodzieńczego);
  • olej z czarnuszki;
  • olej z męczennicy;
  • olej z szałwii hiszpańskiej (!!! szałwię wielbię już nie od dziś !!! to naturalny antybiotyk!!!);
  • olej kokosowy (z uwagi na wysokie stężenie kwasu laurynowego);
  • masło shea (dzięki zawartości kwasu cynamonowego, obecnego także w w/w oleju z szałwii. Kto lubi studia naukowe, niech zajrzy tu).

Potężne działanie antybakteryjne mają też olejki eteryczne, ale to temat na inny wpis. Wspomnę tylko, że przy olejkach eterycznych należy uważać, łatwo sobie nimi zrobić kuku, jeśli nie przestrzega się zasad BHP.

Na zawartość kwasów tłuszczowych w danym oleju.

Ponownie brzmi groźnie, ale chodzi po prostu o to, że oleje mogą być lżejsze i cięższe, a co za tym idzie, mogą przekładać się na większy lub mniejszy potencjał zapychający na skórach problematycznych.

Informację o kwasach tłuszczowych podaje zwykle producent w opisie oleju, ale po internecie krążą również tabelki porównawcze, w których można pod tym kątem sprawdzić dany olej. Chyba najbardziej obszerną taką tabelką jest tabelka Mademoiselle Eve, której w ogóle jest ogromną fanką (zob. tutaj). Polecam w ogóle cały wpis Eve na ten temat, choć niestety nie mogę się podpisać pod propozycjami dla skóry naczynkowej… ale post super przydatny jak wszystkie u Eve.

W wielkim skrócie, zwracamy uwagę na wielonienasycone kwasy tłuszczowe, czyli Omega-3 i Omega-6. Im więcej w oleju wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, tym będzie „lżejszy”, albo mówiąc fachowo, tym bardziej będzie „schnący”. Im bardziej tłusta jest cera, tym większe prawdopodobieństwo, że będą jej podchodzić oleje „schnące”, czyli lżejsze. Wiele olejów „schnących”, np. olejek z wiesiołka albo z dzikiej róży, wchodzi w skład komercyjnych serów olejów, np. Kiehl’s, bo zwykle są to kosmetyki dedykowane różnym cerom, także tłustym i problematycznym, i zależy im na plus-minus uniwersalnej tolerancji 🙂

Oleje schnące to poza wyżej wspomnianym wiesiołkiem i różą także:

  • olej z kiełków pszenicy;
  • olej z pestek malin;
  • olej z pestek truskawki;
  • olej z rokitnika;
  • olej z czarnuszki;
  • olej tamanu;
  • olej z konopii;
  • olej z pestek winogron (ten ostatni bardzo polecam: tani, dostępny i zawsze można go zużyć w kuchni, a działanie w kuchni i poza nią sensacyjne wręcz).

Oleje półschnące, czyli takie, które zawierają więcej niż 20%, a mniej niż 50% kwasów wielonienasyconych. Tu właśnie plasuje się nam:

  • olej arganowy;
  • olej sezamowy;
  • olej słonecznikowy (baza wielu maceratów, m.in. z marchwii i kasztanowca);
  • olej ze słodkich migdałów.

Ten ostatni to także dość często polecany przeze mniej olej-starter: tani, łatwo dostępny, o fajnym działaniu, nie rozczaruje, a zachęci do dalszych eksperymentów.

Oleje nieschnące to oleje tłuste, polecane w pielęgnacji cer dojrzałych i przesuszonych:

  • olej z awokado;
  • olej makadamia;
  • oliwa z oliwek;
  • olej z orzechów laskowych;
  • olej kokosowy.

To są właśnie te oleje, które świetnie nadają się do golenia i do rozrabiania peelingów z kawą – zostawiają na skórze milutki film, po którym nie potrzeba już żadnego balsamu. Inne oleje po prostu nie dadzą tu rady, łatwo się spłukają, a golarka nie będzie się po nich tak dobrze ślizgać i nieszczęście gotowe :/

Czy radzę wybierać olej z tabelką w ręku? Tak i nie. Myślę, że najlepiej wybrać typów na podstawie pierwszych dwóch punktów, a dopiero potem pozwolić, by tabelka zweryfikowała nam ten wybór 🙂

Na właściwości rozgrzewające i chłodzące danego oleju.

To raczej notatka do mnie i do wszystkich naczynkowców. Wg medycyny ajurwedyjskiej oleje (i wszystkie pokarmy) dzielą się na rozgrzewające i chłodzące. Olej kokosowy ma właściwości chłodzące, dlatego tak dobrze sprawdza się w roli balsamu po depilacji. Olej sezamowy i musztardowy pobudzają krążenie, więc np. niezbyt sprawdzą się w pielęgnacji naczynek. To dość obszerny temat, więc może rozwinę go przy innej okazji 🙂 Warto jednak pamiętać, że sam odpowiedni skład oleju nie gwarantuje, że na pewno nam ten olej podejdzie.

Na przechowywanie, certyfikaty organiczności i rafinację.

Na miły Bóg, zwracajmy uwagę na rozsądne przechowywanie olejów. Ideałem jest butelka z ciemnego szkła z pipetką, przechowywana w temperaturze pokojowej, bez mocnego słońca. Pipetką nie maziamy po dłoni, jest ona dla nas nietykalna. Jeśli nie ma pipetki, to musi być aplikator. Ponownie: nietykalny! Jeśli nie ma aplikatora, to nakładka utrudniająca rozlanie oleju. W olejach stałych nie maziamy łapy! Wystarczy do tego nożyk.

Obecnie przyjmuje się za oczywiste, że organiczne i tylko organiczne. Nie zniechęcam bynajmniej do zakupu olei organicznych, ale warto też przeczytać informacje od producenta. Czasem może się okazać, że nieorganiczne oleje pochodzą z upraw, gdzie nie stosuje się herbicydów, tylko np. nawozy mineralne, albo są one zbierane w środowiskach naturalnych, gdzie trudno kontrolować kontakt z czymkolwiek i w konsekwencji trudno przedstawić dokumentację potrzebną do zdobycia certyfikatu. Oczywiście fajnie jest mieć olej organiczny, ale za ten certyfikat czasem płaci się naprawdę sporo, więc nie dajmy się zwariować i dokonujmy świadomych wyborów.

Kolejna ważna rzecz to rafinacja, czyli dodatkowe oczyszczenie oleju przez destylację lub filtrację. Mówi się, że proces rafinacji zmniejsza wartości odżywcze oleju, i poniekąd jest to prawda – ale też wydatnie zmniejsza ilość zanieczyszczeń w nim obecnych. Innymi słowy, oleje rafinowane są polecane dla alergików i osób z różnymi zapaleniami skóry, także dla osób ze skórą wrażliwą, bo przenikalność takich skór jest o wiele większa.

Na cenę i dostępność

No cóż… żyjemy w normalnym świecie. Są oleje, które chciałabym wypróbować, ale po prostu są trudno dostępne, nie ma ich w sklepach stacjonarnych ani internetowych, z których korzystam, albo po prostu są dla mnie zaporowo drogie. Jak dotąd skóra za bardzo z ich braku nie wycierpiała. Uwierzcie mi, dobry olej do twarzy można znaleźć stosunkowo łatwo, znalezienie tego idealnego zajmie trochę czasu, ale też nie wymaga niesamowitego nakładu czasu, wysiłku czy pieniędzy.

Kiedy znajomi pytają mnie o „ten pierwszy olej”, zwykle robię wywiad skórny, a potem na jego podstawie polecam coś naprawdę prostego i łatwo dostępnego w rejonie: olej ze słodkich migdałów, olej z pestek winogron, olej lniany, olej z wiesiołka (zwykle dostępny w aptekach) itd. Nie warto tego wyboru przekombinowywać, bo w przypadku rozczarowania trudniej będzie nam potem podejść do tematu drugi raz 🙂

Na szczęście z olejami już na wstępie mamy ułatwione zadanie. Z kremem-niewypałem trudno cokolwiek zrobić, poza tym, że można zużyć go do pielęgnacji szyi/dekoltu albo wtrynić koleżance. Z olejem, który nie sprawdził się na twarzy, opcji jest zdecydowanie więcej: można zużyć go do ciała, do włosów, do kąpieli albo – w większości przypadków – do gotowania. Dlatego ogólnie rzecz biorąc, trudno jest kompletnie zmarnować pieniądze na olej. To krzepiąca myśl 🙂

Jaki był Wasz pierwszy olej do twarzy? Czy nadal jesteście mu wierne, czy teraz już macie innych ulubieńców? Na co jeszcze zwracacie uwagę przy wyborze nowego oleju?

Karolina

Całe życie walczę z trądzikiem różowatym. Na szczęście dzięki właściwej pielęgnacji udało mi się go plus minus rozłożyć na łopatki. Na tym blogu zdradzam wszystkie moje pielęgnacyjne tajemnice. Nadstaw ucha :)

  • Moim pierwszym olejem był olej winogronowy – jestem posiadaczką cery mieszanej i sięgnęłam po niego kiedy moja cera potrzebowała nawilżenia czyli około rok temu po zimie. W między czasie próbowałam oleju lnianego, z baobabu, konopii indyjskiej
    , punktowo tamanu ze wzgledu na komendogenność oraz inca inchi i… znowu wróciłam do winogronowego 🙂

    • Karolina

      Olej winogronowy też często proponuję jako start. Jest idealny: łatwo dostępny, lekki, nie zapychający, bezzapachowy, a w razie czego także jadalny 🙂 Używam go regularnie w mieszance OCM. Lniany stosowałam również, choć jego zapach jest dość charakterystyczny – jakoś wolę chyba stosować wewnętrznie 🙂 Reszty nie próbowałam, ale brzmią ciekawie. Może jak skończy mi się moja ukochana frakcja masła shea, skuszę się na coś nowego 🙂 Dzięki!

  • martadobr

    Jestem chyba jakąś olejową weteranką, miałam próbę używania niemal wyłącznie olejów, ale skończył się to zimowym przesuszem, teraz dążę do zmarginalizowania ich roli w pielęgnacji twarzy. Bo ciału to raczej wszystko jedno. Moim pierwszym olejem była czarnuszka, potem (niestety) arganowy. Później bardzo dobry duet jojoby i tamanu. Róża kompletnie mi nie podeszła, chyba strasznie wysuszała. Dalej MDM i śliwka z maliną. Mam w lodówce rokitnik i awokado (z tym ostatnim to raczej przesadziłam). Najlepiej wspominam czarnuszkę i jojobę, śliwka z maliną też dawały radę – w zależności od potrzeb. Teraz próbuję się odchudzić olejowo, wystarczy tych szaleństw, bo twarz zdecydowanie na tym nie zyskuje. Zostawię pod ręką któryś ze sprawdzonych olejów plus coś specjanlnego, powiedzmy tamanu na wypryski i podrażnienia + rokitnik do maseczek.

    • Karolina

      Miałam podobnie, może nie powiedziałabym, że spróbowałam wszystkich, ale przez ok. dwa lata używałam tylko olejów. Pierwszy rok był jeszcze uzasadniony, bo cera była kompletnie rozwalona kwasami i laserem, drugi już czułam, że czegoś mi zdecydowanie brak. Też miałam okres kompletnego detoksu, postawiłam na lekkie, proste, nudne kremy (paradoksalnie nie jest to takie proste znaleźć kremy o takim składzie, ale dałam radę). W tym okresie próbowania sporo pomogły mi… maseczki drogeryjne 🙂 Używałam ich jak próbek kremów i kładłam się z nimi spać, z bardzo fajnymi rezultatami 🙂 Myślę, że idziesz w dobrym kierunku, zawsze warto mieć pod ręką sprawdzony olej, ale na co dzień lepiej słuchać skóry. Znalazłaś jakiś fajny krem, wart polecenia? Domyślam się, że cerę masz suchą, bo inna nie zniosłaby olejów tak długo – mam rację?

      • martadobr

        Nie, pod względem suchości bliżej mi do drugiej z Was.;p Mam mieszaną/tłustą, lekko odwodnioną. Na szczęście samych olejów używałam krótko, zdecydowanie lepiej służyło mi łączenie z jakimś kremem. Ale teraz przystopowuję, zwłaszcza latem nie ma to sensu.;) Jeśli chodzi o krem, to teraz używam wciśniętego mi w aptece kremo-żelu Biodermy – nawilżacz, dobrze wchłaniający się, mało powlekający, nie wiem, czy byłaby dobra dla wrażliwego sucharka. Spoko był też Biolaven na noc z mocznikiem (dodawałam sobie do niego jojoby za olejowych czasów) – tylko szczerze nienawidziłam, jak się wylewał z tubki. Może coś tutaj zmienili. Z takim uczciwym, trochę nudnym prościuchem kojarzy mi się Sensitia Iwostin. Nie uwielbiałam konsystencji i zasychał na tubce w coś dziwnego;), ale trudno mu coś zarzucić. Chyba się jesienią zdecyduję na krem z kwasem laktobionowym Arkany, bo mi podeszły próbki, które miałam od kosmetyczki. Krótki skład, ale taki bardziej zakombinowany. Tylko że to droższa sprawa.

        • Karolina

          Bioderma krem-żel to brzmi dobrze. Może sprawdzę, lubię kremy o takiej konsystencji. Do Sylveco / Biolaven / Vianka miałam kilka podejść, ale coś w tych kremach albo mi nie pasi, albo w najlepszym razie nie wzrusza, kompletne neutrum. Iwostin Sensitia… może coś się zmieniło, ale szczerze mówiąc, jeśli mam potrzebę kremu na parafinie, to zwykle sięgam po o wiele tańszy i mniej przekombinowany Mediderm 🙂 Co do Arkany… nie myślałaś o toniku laktobionowym z Kolorówki? U mnie sprawdzał się mega i jest super wydajny, starcza spokojnie na rok, bez Arkanowej ceny 🙂 Jeśli masz skórę podobną do Agi, to polecam Ci też zwrócić uwagę na serię Pilarix polskiej firmy Le Frosch: bardzo ciekawa, u nas idzie już trzecia tuba. Hitem okazały się też sera pod prosty krem: z niacynamidem i kwasem hialuronowym, a na noc witamina C. (Niestety mnie mocne stężenia witaminy C podrażniają, ale u Agi jest efekt WOW :). Ogólnie jeśli faktycznie masz skórę wrażliwą, to rozważ używanie składników aktywnych w rozczłonkowaniu, np. w toniku albo serum, a nie w kremie, który kładziesz plus minus regularnie. Dlaczego? Proste: jeśli cera będzie miała jakąś reakcję alergiczną, to wtedy odstawiasz tylko głównych podejrzanych, nie musisz szukać na gwałt nowego kremu, przy podrażnionej cerze to naprawdę trudne zadanie. Możesz regulować częstotliwość nakładania, próbować różnych konfiguracji, a nie od razu spisywać cały krem na straty albo do dekoltu. O wszystkim na pewno będzie na blogu, tyle że w swoim czasie 😛

          • martadobr

            Hm… może ja coś pokręciłam albo rzeczywiście coś zmienili, ale nie przypominam sobie, żebym używała kremu z parafiną w ostatnich kilku latach (może to była wersja intensywnie nawilżająca, whatever). Dzięki za polecenie Pilarixu. A jaki to krem z niacynamidem masz na myśli? Dle mnie wit. C jest bardzo fajna (nie nazwałabym tego efektem wow, ale ja jestem koszmarnie krytyczna), tylko wolę ją na dzień. O toniku laktobionowym myślałam, ale staram się sięgać jakoś po kolei po substancje trochę silniej działające (jedno serum z wit. c + drugie z azeloglicyną to już i tak sporo dobroci dla mnie). Dzięki!