Dav

Pielęgnacja w klimatyzacji i mini recenzja kursu School of Form

Zagadka – co łączy blog kosmetyczny i letni kurs designu w poznańskiej School of Form? Klimatyzacja. Oraz moja oświecona obecność, rzecz jasna 🙂

Moja skóra, choć mieszana, a latem nawet czasem tłustawa, z klimatyzacją nie bardzo się lubi. Efekt klimy to u mnie znacznie większa wrażliwość skóry na całym ciele i przesuszenie, które (jak to u mieszańców bywa) skutkuje jeszcze większym wydzielaniem sebum.

Najłatwiej byłoby unikać klimatyzowanych pomieszczeń i dusić się w swym naturalnym letnim sosie, ale prawdziwe życie nie działa w ten sposób i w pracy, autobusie lub szkole nikt nas o zdanie nie pyta. Nikt nigdy nie powiedział, że życie Wrażliwca jest łatwe 🙂 Co w takim razie możemy zrobić?

Nawilżanie, nawilżanie i jeszcze raz nawilżanie. Oraz łagodzenie na każdym kroku.

Olejek do mycia twarzy

Jak pewnie już wiecie, lubię balsamy i olejki do demakijażu, jako pierwszy stopień oczyszczania wieczornego. Kiedy jednak w grę wchodzi klimatyzacja, rozszerzam zasięg olejków myjących również na rano i zamiast porannego micela lub żelu używam olejku. Moja podsuszona i wymęczona klimatyzacją skóra docenia dodatkowy moment ulgi i dopieszczenia.

Aktualnie używam olejku różanego Evree i jestem zadowolona – ładnie myje, łagodzi i nie drażni mojej ciemnej, trądzikowej strony.

Olejek lub łagodna emulsja do mycia ciała

Czyż nie uwielbiacie momentu, kiedy całe ciało jest zaczerwienione, przesuszone i miejscami atrakcyjnie łuszczy się lub swędzi? Tak u mnie kończy się dłuższa przygoda z klimatyzacją, gdy nie podejmę odpowiednich kroków zapobiegawczych.

Konkretnie przekłada się to na całkowite przejście na mycie super łagodnym olejkiem lub emulsją. Wszelkie żele lub mydła natychmiast kończą się powyższą sytuacją, co – umówmy się – nie jest sexy. Zwłaszcza w sezonie letnim, kiedy trochę ciała jednak widać, nawet w Polsce.

Ulubieniec ostatnich dni – emulsja Mediderm. Tania, niezawodna i sprawdza się doskonale. Dodatkowe punkty za to, że nie zawsze muszę po niej użyć balsamu.

Nawilżanie warstwowe

Osobiste moje zdanie jest takie, że posiadaczki cery mieszanej lub tłustej, wrażliwej latem to jedna z najbardziej nieszczęśliwych grup społecznych. Jeśli do tego dodać jeszcze klimę, która często powoduje jeszcze przesuszenie, to w ogóle dramat. A filtry przeciwsłoneczne? Szkoda słów.

Wszelkie matujące produkty, które pozwalają jeszcze jako tako wyglądać przez dłużej niż pół godziny na dłuższą metę tylko pogarszają sprawę. Jak więc sobie z tym radzę?

Nadal używam np. bazy matującej lub pudru ryżowego (inaczej twarz spływa mi po kilku godzinach w okolice kostek), ale stosuję nawilżanie warstwowe.

Oznacza to, że nakładam kilka lekkich produktów nawilżających po sobie, zamiast jednego ciężkiego kremu lub olejku. Dzięki temu skóra jest nawilżona i szczęśliwa, a ja nie świecę się jak latarnia, nie czuję się ciężko i nie trapią mnie nadprogramowe wypryski. Stosuję takie podejście zwłaszcza wieczorem, kiedy nie muszę już martwić się o makijaż lub filtr – rano trzymam się raczej wersji minimum, czyli toniku i filtra.

W praktyce: myję twarz olejkiem, wklepuję dłońmi nawilżający tonik, na to daję serum. Jeśli czuję, że potrzebuję, przed snem rzucam na to jeszcze kołderkę lekkiego olejku lub kremu. Wszystko w malutkich ilościach, cienką warstwą. Co kilka dni serum zastępuję trzymaną w lodówce maseczką w płachcie – genialny efekt na gorące wieczory.

Mgiełka do torebki

Czy tylko ja w ciągu długiego dnia w klimatyzowanej pracy lub szkole czuję, jak twarz mi się kurczy? Jakby było jej za mało i zaraz miała pęknąć. Pomaga na to picie dużej ilości wody oraz zewnętrznie mgiełka nawilżająca. Koncept jest, o ile się nie mylę azjatycki, ale już w rodzimych drogeriach czeka na nas mnóstwo mgiełek do wyboru.

Ponieważ staram się nie kupować ostatnio nowych produktów, bo przeprowadzam poważne testy dla Was, rolę mgiełki spełnia u mnie przelany do butelki z atomizerem tonik nawilżający – aktualnie bardzo dobry Skin&Lab. Czy robię to ze zwykłego skąpstwa? Możliwe 🙂

Podobne zadanie może też spełnić woda termalna, ale osobiście doceniam coś bardziej treściwego, z glicerynką na przykład.

To tyle z mojej strony w temacie ratowania skóry w klimatyzacji – czy też macie ten problem? Jak sobie z nim radzicie?

Bonus track – mini recenzja kursu Adobe InDesign w School of Form w Poznaniu

Ponieważ było w tej sprawie sporo pytań, pozwalam sobie na małą dygresję od naszych normalnych tematów.

Podstawy

School of Form to poznański wydział designu warszawskiego SWPS. Szkolenie było częścią Letniej Szkoły SoF i trwało 5 dni, codziennie 10:00-16:00, czyli w sumie 30 godzin. Obejmowało podstawy programu Adobe InDesign – włącznie z tym jak włączyć i obsługiwać komputer Mac, więc naprawdę od podstaw 🙂 Prowadzącym był genialny Bartek Grześkowiak, na co dzień ogólnie świetny facet i szef pracowni fotografii i wideo w SoF. Przyjemność kosztowała 500zł brutto.

Wrażenia

Jednym słowem – mega. Nie przypominam sobie lepszego kursu, w którym brałabym udział. Czuję się jakby mi powinni płacić za takie superlatywy, ale niestety nie płacą 🙂

Serio, kurs był bardzo dobrze skomponowany, nastawiony na umiejętności praktyczne i naprawdę wiele się nauczyłam. Potrafię samodzielnie skomponować np. folder reklamowy lub inną formę graficzną, pracować z tekstem, zdjęciami, grafiką w programie, wszystko wyładnić i doprowadzić do satysfakcjonującego mnie wyglądu, a potem jeszcze wyeksportować to do druku lub wykorzystania elektronicznego. Niczego więcej nie oczekiwałam.

Silna grupa

Niezależnie od sporej dawki wiedzy teoretycznej i praktycznej wciśniętej w tydzień, zajęcia były bardzo przyjemnie prowadzone, dla każdego z nas zawsze był czas, pytania znajdowały swe odpowiedzi – wszystko jasno i prosto, nawet ja zrozumiałam wszystko bez większego problemu.

Oczywiście, 30 godzin to kropla w morzu możliwości programu tak rozbudowanego jak InDesign, ale podstawy mam i nie zawaham się ich użyć!

Podsumowanie

Najlepiej wydane 500zł tego lata. Jestem bardzo zadowolona i jeśli SoF pobłogosławi Bartka możliwością zorganizowania kursów np. z Illustratora lub PS, to zapiszę się na pewno, chociażby hobbystycznie.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania, oczywiście służę mą (jakkolwiek nieprofesjonalną) pomocą.

<a href=”https://www.bloglovin.com/blog/18847267/?claim=ng3qx7v4edt”>Follow my blog with Bloglovin</a>

 

  • Mru

    cieszę się, że moja buzia nie reaguje tak źle na klimatyzację 🙂

    • Aga

      Jejku, jak ja bym tak chciała. Ja wystarczy, że stanę w okolicy czegoś klimatyzowanego i zaczyna się jazda 🙂

  • Ja na szczęście nie przebywam w żadnych klimatyzowanych pomieszczeniach, jedynie w aucie, ale nie zauważam żadnego negatywnego działania samochodowej klimy na moją skórę.

    • Aga

      Zazdrość bierze normalnie…