Trądzik Różowaty Postać Oczna

Trądzik różowaty postać oczna: Jak przetrwać

O cerze naczynkowej każdy coś tam słyszał, choćby nawet i mity (spisane i skomentowane w tym poście). Ale o tym, że trądzik różowaty atakuje również oczy? Założę się, że nie słyszałyście o tym zbyt często. Tym bardziej, że z mojego doświadczenia nawet profesjonaliści opornie ten problem diagnozują. Niestety potrafi on skutecznie utrudnić codzienne funkcjonowanie, a bagatelizowany doprowadzić do poważnych schorzeń, w tym utraty wzroku.

Nie, nie lubię straszyć. Sama jednak zmagam się z tym problemem od lat. Mam nadzieję, że tym postem uświadomię innym podobnie cierpiącym, że jest odrobina nadziei. Przedstawiam kilka sprawdzonych porad, które mogą naprawdę odmienić Wasze oczy.

Najpierw jednak garść konkretów o chorobie.

Postać oczna trądziku różowatego może, ale nie musi iść w parze z objawami skórnymi lub je zapowiadać. Jeśli macie skórę naczynkową, zastanówcie się, czy nie macie problemów z oczami. Jeśli macie problemy z oczami, a nie macie skóry naczynkowej, to bardzo możliwe, że objawi się ona z czasem (albo że nie jesteście jeszcze świadome swojego stanu 🙂

Objawy różowatości oczu są różnorodne. Oko różowate to oko nadwrażliwe. Często bywa spuchnięte i zaczerwienione, nadmiernie suche lub, dla odmiany, łzawiące, zwłaszcza przy wietrznym dniu, intensywnym słońcu albo suchym powietrzu (np. w klimatyzowanych pomieszczeniach, samolocie). Marudzi przy makijażu oczu, nie znosi zalepiania powiek warstwami korektorów, podkładów i pudrów. Nawet zwykły tusz do rzęs to czasem za dużo.

Pacjenci z tą dolegliwością potrafią latami chodzić do okulisty, lecząc nawracające gradówki i wrzodziki. Może występować zapalenie brzegów powiek (wydzielina ropna zbiera się w kanalikach linii wodnej oka). Często ma się uczucie obcego ciała w oku, jakby tkwiła w nim rzęsa, choć obiektywnie rzecz biorąc nic w nim nie ma. Jak to podsumowała znajoma z trądzikiem różowatym: „Czuję się, jakbym miała robaka w oku” – tak właśnie.

Brzmi pozytywnie? Ktoś krzyczy może w tej chwili: „Eureka”? Nagle układają się w całość wszystkie fragmenty układanki? Ja też długi czas nie mogłam zrozumieć moich objawów. Profesjonaliści mi za wiele nie pomogli. Zwykle próbowali mi wmówić jakąś alergię (choć w testach nic nadzwyczajnego nie wychodzi) albo zwalać moje problemy na pracę przy komputerze i książkach (moja praca na pewno nie pomaga, ale bez przesady, nie jest to przyczyna całego zła).

Na szczęście przez lata opracowałam kilka zdroworozsądkowych strategii radzenia sobie z problemami. Gotowe? To jedziemy!

Dobrze oczyszczaj oczy, zwłaszcza gdy marudzą.

Podstawa podstaw. Oczy z różowatością potrzebują w tym względzie pomocy. Nie przebaczają kładzenia się spać w makijażu zmytym tylko byle aby. Kiedy maluję oczy, zmywam je na kilka różnych sposobów, żeby się upewnić, że rano nie obudzę się z powiekami spuchniętymi, obolałymi i nieapetycznie zalepionymi.

Ale nie chodzi tylko o makijaż. Dla wielu osób, w tym dla mnie, zbawienne jest mycie oczu (rano i wieczorem) roztworem wody destylowanej i szamponu dla dzieci (proporcja 1:1, choć zapaleńcy używają nawet samego szamponu). Banalnie prosty sposób, który naprawdę przynosi widoczną ulgę.

Są osoby, które tej mieszanki używają codziennie, ja stosuję ją tylko wtedy, gdy oko marudzi, jest zalepione albo łzawiące i ogólnie kiedy chodzi jakby „zardzewiałe”. Znam już te objawy i fajne jest poczucie, że mogę sobie pomóc.

Szampon oczywiście tylko dla dzieci!! (Chodzi o to, żeby był delikatny i nie szczypał w oczy). Najlepiej o jak najprostszym, wręcz generycznym składzie, bez zbędnych oblepiaczy, ekstraktów, kolorów i zapachów.

Szałwia Twoim przyjacielem.

Szałwię w torebkach kupuję dla oczu regularnie już od lat, jeszcze zanim dowiedziałam się o triku z szamponem. Robię mocny napar, a potem kładę torebki na oczy i przewiązuję je chustą. (Wybierzcie do tego chustę, której już zawsze będziecie w tym celu używać – plamy z szałwii bywają trudne do wywabienia). Kładę się z tym na 15-20 minut. Często robię to przed zaśnięciem, więc bywa tak, że przysypiam na amen i kompres zostaje na oczach dłużej. Szałwia działa jak naturalny antybiotyk i środek przeciwzapalny i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Sposób wręcz instant, choć czasem muszę go powtórzyć przez kilka dni, aby efekt się utrzymał. Oko jest uspokojone, odkażone i nawilżone.

Czasem wkładam resztę naparu do lodówki i rano robię dodatkową kąpiel oczu. Biorę malutki kieliszek albo inne naczynie o wąskim brzegu. Napełniam naparem, pochylam głowę, przykładam naczynie do oka, tak aby brzeg otaczał szczelnie oko, i odchylam głowę do tyłu. Otwieram oko w naparze i kilkakrotnie poruszam gałką oczną. Sposób równie dobry, choć zależnie od dnia woda potrafi czasem oko podrażnić, zwykle zostaję więc przy kompresach.

Schłodzony napar świetnie sprawdza się też jako poranny, wyciszający tonik do twarzy, albo dodawany do maseczek z glinki.

Raz do roku sprawdzaj oczy u okulisty.

Ten zwyczaj chroni nie tylko Twoje oczy, ale też i Twoją psychikę. Przy różowatości oka, kiedy z oczami non stop dzieje się coś mniej lub bardziej banalnego (np. przez cały czas są zaczerwienione albo łzawią), łatwo wpaść w paranoję.

Oczywiście nie chodzi o to, by lekceważyć dolegliwości. Dobrze jest trzymać rękę na pulsie. Z drugiej strony, najpierw zalecam leczenie objawowe, jak powyżej i poniżej. Żebyśmy nie gnały do okulisty z każdym banalnym podrażnieniem. (Raz tak zrobiłam – dostałam maść sterydową, która wywołała wielkie przekrwione pajączki na białku oka, i wylądowałam na ostrym dyżurze okulistycznym. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że trądzik różowaty BARDZO, ale to BARDZO nie lubi się ze sterydami. Lekarz najwyraźniej też nie wiedział).

Zwróć uwagę na kolorówkę, której używasz do oka.

Oko różowate nie za bardzo się lubi z mocnym makijażem. Oczywiście jest to kwestia indywidualna, ale w moim przypadku już wiem, że malowanie linii wodnej, warstwy podkładu i mocne tuszowanie rzęs, zwłaszcza dolnych, na dłuższą metę odpadają. Po pewnym czasie mam po prostu wrażenie, że oko się dusi, zaczyna palić i łzawić.

Podobny problem jest z mascarą. Nie znalazłam jeszcze tuszu do rzęs, który by nigdy mnie nie podrażniał. Duży wpływ ma tu pogoda – jeśli dzień jest wietrzny albo bardzo słoneczny, oko zaczyna łzawić samo z siebie, a tusz jeszcze to wszystko pogarsza.

Obecnie mój makijaż oczu jest baaaardzo delikatny. Zainwestowałam w odżywki do rzęs, ograniczyłam użycie tuszu, w ramach podkładu przelatuję po powiekach pędzlem z pudrem mineralnym, używam tylko cieni. Ma to swoje dobre strony: przy delikatnie podkreślonych oczach mogę sobie pozwolić na mocniejszą szminkę i nadal wyglądać naturalnie.

Jeśli dręczą Cię ciągłe problemy z oczami, przemyśl używane kosmetyki. Może warto z czegoś zrezygnować? Coś ograniczyć? Nie chodzi o to, by zupełnie przestać się malować. Czasem wystarczy po prostu nie tak intensywnie albo nie tak często. Małe zmiany mogą się przełożyć na ogromną ulgę.

Staraj się wysypiać lub postaraj się o lepszą jakość snu.

Nie przypadkiem problemy z oczami dopadają nas właśnie w okresach intensywnej eksploatacji organizmu – kiedy dużo się dzieje, kiedy zjada nas stres, kiedy w nocy nie dosypiamy albo śpimy płytko, podświadomie nadal się o wszystko martwiąc. Tymczasem prawda jest taka, że na marudzące oko różowate najlepiej zadziała kilka smacznie przespanych nocy. Banalne, a jednak. Szałwia, oczyszczanie i suplementy pomagają doraźnie, ale nie zregenerują zmęczonego oka. Magii w tym nie ma, tylko fakty.

Naprawdę, gdy po latach spania na wersalce wreszcie przerzuciłam się wreszcie na materac, wiele moich dolegliwości związanych z oczami uległo znacznej poprawie.

Nie na wszystko mamy wpływ, ale warto zainwestować w jakość snu, tym bardziej, że na tej czynności spędzamy połowę naszego życia.

Materac to akurat spory wydatek, choć na dłuższą metę na pewno się opłaci. Jest jednak sporo innych mniej kosztownych rzeczy, które możemy zmienić.

Przemyśl miejsce, w którym sypiasz. Czy jesteś z niego zadowolona? Co Ci w nim przeszkadza? Czy znajduje się w nim sporo migoczących ekranów komputerów i innych gadżetów? Czy jest to równocześnie Twoje biuro / pracownia? (To sprawia, że trudno nam się oderwać od spraw dnia dzisiejszego i spokojnie zasnąć). Czy jest głośno? Czy dręczy Cię światło latarni lub księżyca wpadające przez duże, niezasłonięte okna? Jak usytuowany jest pokój, w którym śpisz? Czy jest zaciszny? Przechodni? Czy inni domownicy, korzystając np. w nocy z łazienki, budzą Cię ze snu lub sprawiają, że śpisz płytko? Jeśli masz trudności z zasypianiem, może spróbuj ćwiczeń oddechowych, jogi, aromaterapii albo podkładów relaksacyjnych? Wszystko jest dla ludzi.

Wiadomo, że życie nie jest idealne, ale skupmy się na tym, na co faktycznie mamy wpływ. Choćby był to drobiazg.

Czasem wystarczy niewielka zmiana, aby odczuć mierzalne korzyści: zmiana układu łóżka, wstawienie rolet lub żaluzji, znalezienie zasłon / kotar zaciemniających lub wyciszających dźwięk, zainstalowanie mniej lub bardziej profesjonalnego baldachimu, otwieranie okien na 15 minut przed snem, zadbanie o ustalony, wyciszający porządek zajęć przed zaśnięciem, np. włączenie ulubionej, kojącej muzyki albo audiobooka, wyłączenie telefonu, zrobienie ćwiczeń. Czasem z kolei nie zaszkodzi małe przemeblowanie.

Spróbujcie, a zobaczycie, że wbrew pozorem łatwo jest pomóc sobie, choćby odrobinę. Najlepszą kuracją na wszystko, nie tylko na różowatość oczu, jest sen. Wiele życiowych problemów magicznie rozwiązuje się po dobrze przespanej nocy 🙂

Jedz warzywa, które robią oczom dobrze.

Oczywiście możesz przyjmować suplementy z luteiną, ale taniej wyjdzie Ci po prostu wzbogacenie diety o dobroczynne warzywa i owoce, zwłaszcza te zielone i żółte. Oprócz luteiny, która działa jak filtr chroniący oko przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym, potrzebne będą antyoksydanty A, C i E, a także minerały, takie jak cynk i selen. W warzywach otrzymujemy wszystko to i jeszcze więcej stosunkowo tanim kosztem; to taka multiwitamina, która wchłania się lepiej niż suplementy i którą trudno przedawkować.

Osobiście jem sporo warzyw i owoców, ale moją tajną bronią są jednodniowe soczki marchewkowe. Pół litra takiego soku codziennie przekłada się na lepiej funkcjonujące oko. (Przymierzam się do kupna wyciskarki do soku, bo wyjdzie na pewno taniej, niż ciągłe latanie na ryneczek). W Waszym przypadku może być inaczej, np. może sprawdzić się inne warzywo lub po prostu zadbanie o różnorodność warzyw w diecie. Tak czy inaczej, zdrowego odżywiania nie wolno nam lekceważyć.

Czy zmagacie się z postacią oczną trądziku różowatego? Jaka jest Wasza historia? Czy też macie jakieś triki, które ułatwiają Wam życie? Może przez lata odkryłyście jakąś kolorówkę, która jest (w miarę) neutralna? Wszystko mnie interesuje. Koniecznie napiszcie 🙂

 

 

Karolina

Całe życie walczę z trądzikiem różowatym. Na szczęście dzięki właściwej pielęgnacji udało mi się go plus minus rozłożyć na łopatki. Na tym blogu zdradzam wszystkie moje pielęgnacyjne tajemnice. Nadstaw ucha :)

  • Beauty Molecule

    A czy przypadkiem przyczyna problemu nie leży w małym roztoczu zwanym Demodex, a po polsku nużeniec? Odpowiedzialny jest właśnie za trądzik różowaty i problemy z oczami. Siedzi w mieszkach włosowych (rownież w mieszkach rzęs) i powoduje właśnie takie objawy.

    • Karolina

      Hej Beauty Molecule! O licznych przyczynach trądziku różowatego przeczytasz sobie tutaj: https://www.rosacea.org/patients/causes/introduction. Jest cała sekcja poświęcona roztoczom Demodex (i innym żyjącym na skórze). Badania w tej dziedzinie wciąż się toczą. Trudno jednak stwierdzić, czy jest to powód, efekt uboczny, czy raczej dodatkowy czynnik zaogniający istniejącą dolegliwość. Osobiście opowiadam się za tą ostatnią opcją. Ale bardzo pomogła mi świadomość, że cera z trądzikiem różowatym dobrze odpowiada na mazidła antyzapalne, antybakteryjne i antydrobnoustrojowe, np. świetnie sprawdziło się u mnie masło siarkowe (obecnie już wycofane ze sprzedaży, niestety). Jeśli interesuje Cię temat trądziku różowatego, polecam moje Głodne kawałki: http://dwawrazliwce.pl/glodne-kawalki-ktorymi-karmi-sie-naczynkowcow/. Pozdrawiam ciepło!